niedziela, 21 listopada 2010

Linux Mint 10 Julia - subiektywne odczucia


Kilka ładnych dni już minęło od zainstalowania najnowszej "miętówki". Wydaje się być dalej naprawdę przystępnym systemem operacyjnym na domowy komputer. Od razu mówię: pierwsze wrażenia nie były idealne. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Miętus nieco urósł, bo już nie mieści się na CD. Należało więc zakupić płytkę DVD. Instalator? Łatwy w obsłudze, przejrzysty. Jak zawsze. Ba! Odniosłem wrażenie że wskutek zmian stał się jeszcze bardziej banalny. Odpowiednie ułożenie okien obsługujących kolejne etapy instalacji znacznie zwiększyło czytelność i ergonomię. Co do procesu instalacji: odniosłem wrażenie że sam etap kopiowania niezbędnych plików przyspieszył, zaś montowania ich jakby zwolnił. Wychodzi więc z resztą na jedno.

Po zainstalowaniu dostrzegam, że system nieco wolniej wstaje od poprzedniej dziewiątki (choć i tak szybko). Wita mnie... No właśnie... Tutaj zdania są podzielone: jednym nowy design bardziej odpowiada, innym mniej. Z soczystych zieleni i bieli miętówka przeszła na szaro-czarno-zielone szaty. Nowy styl okien i ikonek X-Mint bardzo przypadł mi do gustu. Świetnie to ze sobą się komponuje. Nic dodać, nic ująć - udany zabieg stylistyczny. Niektórym jednak bardziej odpowiadał zieleńszy design.

Co nowego? Pierwsze co dostrzegłem, to podświetlenie świeżo zainstalowanych programów. Całkiem klawa rzecz. Niebywale zwiększa ergonomię. Poprawiono nieco Software manager (ikonki i takie tam). Ja jednak preferuję Synaptica, więc nie będę zgłębiał tego wątku. W oko także wpadła mi nowa opcja update managera: możliwość anulowania aktualizacji. Coś dla tych których irytuje wytężona praca programistów, a co za tym idzie - częste odnawianie oprogramowania. Pokazywana także jest użyteczna informacja, a konkretniej dotyczy wielkości pobieranego przez nas oprogramowania. Znajdziemy także niemało nowego oprogramowania dostępnego tuż po instalacji systemu: F-spot, wszelkie kodeki, Flash, VLC. Wydaje mi się także, że upakowano więcej sterowników lepszej klasy. Widać to na płynniejszym działaniu Compiza.

Z początku nie brakowało błędów. Pokusił bym się o stwierdzenie - że sypało nimi jak z rękawa. Dla przykładu Xorg się wieszał po zmianie rozdzielczości. Myszka potrafiła odmówić posłuszeństwa i popodmieniać sobie funkcje klawiszy. Irytowała także niezwykła ospałość domyślnej przeglądarki - Firefoksa. Na szczęście developerzy bardzo szybko uporali się z tymi problemami, i już dziś są tylko historią.

Gorąco polecam system. Mimo iż nie ma jakichś rewolucji. Jak dla mnie to zaleta. Im więcej jest grzebane w systemie - tym bardziej on traci na wartości.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz